poniedziałek, 25 marca 2013

149. Pamiątki ciąg dalszy...

Większość z Was pewnie już zaczyna przygotowania do Świąt, więc dziś króciutko. Pokazuję tylko niewielkie postępy w komunijnej pamiątce, na szczęście już niewiele zostało, mam nadzieję, że do końca tygodnia uda mi się postawić ostatni ścieg w tym obrazku :)






Zapraszam do zapisów na wędrującą książkę , jeszcze sporo miejsc wolnych :)
Dziękuję za pozytywne opinie na temat moich testowych wytworków. 
Pozdrawiam ciepło, mając nadzieję, że to dzisiejsze słoneczko rozpuści wreszcie całą zalegającą ulice breję i pojawią się kolorowe krokusy :)

czwartek, 21 marca 2013

148. Testowanie jedwabiu :)

I ja dołączyłam do grona Testerek :) Dzięki uprzejmości Pasmanterii internetowej Haftix  miałam przyjemność wypróbowania włókien jedwabnych . Przyznaję szczerze, że było to moje pierwsze spotkanie z prawdziwym jedwabiem :) Ale zacznijmy od początku.

Najpierw pocztą przyszła paczuszka, a w niej :


Dwie szpulki jedwabiu w kolorach Peach  i białym oraz tkanina Ingrid w kolorze naturalnym, według mojej oceny coś pomiędzy ecru a bardzo jasną kawą z mlekiem.

Na pierwszy ogień poszło oczywiście wykorzystanie w hafcie krzyżykowym ;) Akurat moja najmłodsza siostra zbliżała się do swoich wielkich urodzin, a że lubi motywy brytyjskie, wykonałam dla niej tak oto hafcik :



Nici jedwabne to są te białe i jaśniejsze "czerwone" w budce telefonicznej oraz białe w monogramie. Ciężko było na zdjęciu uchwycić to, jak się błyszczą, mimo, że połysk mają zdecydowanie większy, niż np. mulina wiskozowa.


Z hafciku powstała kartka :



Moje pierwsze wrażenia: włókna są bardzo cienkie. Haftowałam nitką złożoną na pół, a i tak była nieco cieńsza, niż pojedyncza niteczka muliny bawełnianej. Samo haftowanie okazało się czystą przyjemnością, jedwab jest tak gładki, że przechodzi przez tkaninę właściwie bezszelestnie (z początku nie mogłam się przyzwyczaić to braku charakterystycznego dźwięku przeciągania nici przez tkaninę ;)  ). Do haftu krzyżykowego polecam do kanw o gęstości min. 20 ct, na większych niestety będą prześwity. Za to do takich malutkich hafcików jak najbardziej :)
 
Później przyszła kolej na haft płaski, a dokładniej cieniowany. Jak wiecie, sama dopiero raczkuję w tej technice, mam nadzieję, że wybaczycie niedociągnięcia. Na usprawiedliwienie mam tylko fakt, że ten hafcik to była pełna improwizacja, począwszy od wzoru aż do wykończenia.
Zdjęcie zrobione w świetle naturalnym:


 I z lampą błyskową:


Zielona i żółta nić to mulina bawełniana, kwiatuszki haftowane włóknami jedwabnymi. Tkanina oczywiście Ingrid. Na tych zdjęciach zdecydowanie lepiej widać połysk nici :) Osobiście uważam, że najlepiej wyszły płatki z przewagą koloru białego i niewielką wstawką brzoskwiniowego.

Z hafciku powstało etui na telefon :




Podsumowanie: włókna jedwabne zdecydowanie należą do nici z wyższej półki, powiedziałabym nawet, że luksusowych ;) W dotyku są niesamowicie gładkie i miękkie, mają wspaniały połysk i są mocne, mocniejsze od bawełnianej muliny. Przy haftowaniu kawałkami ok. 40 cm nici nie plączą się i nie skręcają. Nie tracą połysku ani nie przecierają nawet przy większych długościach, ale wtedy istnieje ryzyko, że jednak gdzieś po drodze powstanie niewielki supełek, który dość ciężko potem usunąć. Hafcik na etui także haftowałam nicią złożoną na pół, dobrze się tu sprawdza metoda nawlekania na igłę taka, jak w przypadku nici metalizowanych, z pętelką, mamy wtedy pewność, że jedwab się nie przesunie na igle i obie niteczki będą się równo układały.

niedziela, 17 marca 2013

147. Wędrująca książka - zapisy

Zapomniałam już, jaka to przyjemność czytać książkę. Tę, którą chcę "puścić w obieg", pokazywałam Wam niedawno. Kupiłam ją w zasadzie ot tak, bo była przeceniona, skusił mnie rysunek na okładce :) Ale spodobała mi się opowieść o ... nie, nie zdradzę ;) Kto chce się przekonać, będzie miał okazję, zapisując się w komentarzu.


Nie wiem do końca, jak to wygląda w innych przypadkach ( widziałam na Waszych blogach podobne akcje), więc ustaliłam swoje własne warunki czy też zasady...

1. Do kolejki zapisać się może osoba posiadająca bloga.
2. W komentarzu wyrażamy chęć uczestnictwa w zabawie.
3. W kolejce może ustawić się maksymalnie 20 osób.
4. Na przeczytanie książki i przekazanie jej dalej każda osoba ma 2 tygodnie.
5. Każda osoba ZOBOWIĄZANA jest zrobić w tym czasie jeden dobry uczynek, który zapisze w książce . Po przeczytaniu zrozumiecie ten podpunkt  :)
6. Do książki dołączamy jakiś niewielki upominek dla kolejnego czytelnika ( może być zrobiony własnoręcznie ) i posyłamy dalej, informując mnie o tym mailowo.

Zapraszam więc chętnych do udziału w zabawie, zapisy do 14 kwietnia. Po tym dniu opublikuję listę i podam szczegółowe informacje drogą mailową.

piątek, 15 marca 2013

146. Rubens i totalna niespodziewajka

W ubiegły weekend wspominałam, że mam zamiar odkurzyć mojego gigantycznego UFOka. Tak też się stało. Przez ładnych parę godzin dłubałam i dłubałam, aż słońce zaszło. Oto efekt mojej dłubaniny:


Czy Wy też widzicie buźki aniołków?? Z bliska raczej nie bardzo, ponieważ jest to praca, którą oglądać trzeba z pewnej odległości. Tak wygląda więc mój wypocin na chwilę obecną:


A ponieważ zima znowu wróciła (grrr...) , praca nad aniołkami ponownie zawieszona, aż do kolejnego słonecznego dzionka...

A teraz niespodziankowo :) Wczoraj dostałam przesyłkę od pewnej fejsbukowej znajomej, Kariny. W takim oto pięknym woreczku:


(na zdjęciu już opróżniony hihi) znalazłam takie skarby:



Czyż nie śliczne?? Karinka stworzyła takie malutkie cuda do domku lalek!!! Biała serwetka na stół w salonie - prezentuje się o tak:


Różowa docelowo miała służyć jako kapa na sofę, jednak okazała się troszkę za duża, więc przeniosłam ją do sypialni, gdzie pasuje idealnie :)


Jeszcze raz bardzo dziękuję, Karinko, dzięki Tobie nasz domek zrobił się bardziej przytulny :) Wieeelki buziak dla Ciebie od Emilki a ode mnie... no cóż, coś tam wymyślę hihi ;)




Odnośnie wielu pytań w komentarzach - nie, kochane, mebelków nie robiłam do końca sama :) Cały domek ukazywał się kilkanaście lat temu jako seria gazetek do zbierania, do których dołączano poszczególne części mebelków i całej konstrukcji domu. Wszystko trzeba było złożyć samemu, ale części były już wycięte. Nie posiadam takich zdolności ani sprzętu, by tak wycinać w drewnie ;) Mój wkład to klejenie, lakierowanie i tapicerowanie w przypadku mebelków, oraz tapetowanie i ogólnie składanie całej konstrukcji. No i te małe dodatki, które powstają w chwilach "natchnienia" ;) Dziękuję Wam wszystkim za miłe komentarze, dodają mi otuchy, bo prawdę mówiąc, już powoli mnie opuszcza zapał do rekonstrukcji... Zresztą w ogóle ostatnio nawet haftować nie bardzo mi się chce, robię to niejako na siłę, bo przecież niektóre rzeczy muszę skończyć w terminie. Mam nadzieję, że z nadejściem wiosny chandra minie i ochota do robótkowania powróci :)

wtorek, 12 marca 2013

145. Sypialnia

Na prawie wszystkich blogach pojawiają się TUSALowe słoiczki, a u mnie kolejny pokoik w domku dla lalek :)  Dziś ostatnie pomieszczenie główne - sypialnia. Dlaczego "główne"? Ponieważ są jeszcze dwa korytarze i pomieszczenia na poddaszu, ale te będą raczej mało atrakcyjne... Na razie pracuję nad dachem, więc całości jeszcze nie zobaczycie, musicie zadowolić się paroma mebelkami ;)
Najpierw sypialnia wyglądała dość marnie...


 Na szczęście tu tapeta nie wyblakła tak bardzo i właściwie nie widać różnicy między tą a doklejoną, a plamy zniknęły :)
Najważniejszy mebel, czyli łóżko:


Nie zwracajcie proszę uwagi na tapetę ;) To właśnie jedno z pomieszczeń na poddaszu, względem którego córcia ma już pewne plany :)

Obok łóżka malutki stolik nocny:


Komoda :


Szafa :


Niewielka toaletka do umieszczenia na komodzie:


Oczywiście nie może zabraknąć stojącego lustra dla pani domu:


Jeszcze wygodny fotel:


oraz kołyska dla najmłodszego członka rodziny:


... i już można się wprowadzać :)


Wielu rzeczy jeszcze brakuje, ale powolutku dojdziemy do wszystkiego, prawda? Perfumy gospodyni są, karty kredytowe też, a to przecież najważniejsze ;)



A teraz pytanie z innej beczki - czy ktoś ma pomysł, do czego można wykorzystać takie oto koraliki?


Właściwie to nawet nie są koraliki, jak widać, i dlatego właśnie mam problem z wymyśleniem czegoś, co pozwoliłoby je użyć. Na razie zalegają mi w stercie przydasi...

sobota, 9 marca 2013

144. Kociak marcowy ;)

Hihihi takiej wpadki to jeszcze nie zaliczyłam :))) Rzeczywiście, dziś prezentujemy SAL z kotami, nie wiem dlaczego ubzdurało mi się, że słoiki TUSALowe... Za dużo rzeczy na głowie ;)

W takim razie drugi post dzisiaj, tym razem właściwy:



Kontury koniczynek zrobiłam o ton ciemniejszą muliną, niż było w legendzie, bo tamta była w ogóle niewidoczna. A tu jeszcze cała trójeczka - mnożą się jak to koty w marcu hihi ;)


143. TUSAL marcowy i zaproszenia

Dziś pora na opublikowanie zdjęcia słoiczka. Proszę, nie zwracajcie uwagi na te paluchy odbite na szkle... Mój słoiczek jest ulubiona zabawką Miśka i przez to taki wymacany :)


Zrobiłam też po raz pierwszy w życiu samodzielnie zaproszenia na Komunię córki. Niestety nie umiem im zrobić należytego zdjęcia - bez lampy są strasznie mdłe, a z lampą mają nieco inny odcień granatu :( W rzeczywistości są , przynajmniej według mnie, całkiem ładne. Jak już kiedyś wspominałam, nie lubię przeładowania, dlatego postawiłam bardziej na klasykę. Zresztą sami oceńcie.


Osobiście najbardziej podobają mi się te z pełnym kielichem, ale miałam tylko dwa, reszta musiała się dopasować.


Dziś znów piękne słoneczko, ale zimno na zewnątrz, zabieram się więc za hafciki. Chyba pora odkurzyć mojego Rubensa...
Miłego weekendu :)

środa, 6 marca 2013

142. Misz - masz

Dziś znowu długi wpis, o wszystkim i o niczym... Tyle ostatnio się dzieje w moim hafciarskim i nie-hafciarskim światku, że nie wiem, od czego zacząć. Gdybym miała podzielić to wszystko na osobne posty, wyszłoby ich pewnie więcej, niż dni w miesiącu marcu ;) Dlatego postanowiłam "wrzucić" kilka spraw do jednej notki, aby Was nie zasypać ilością wpisów...
Przede wszystkim dziękuję za miłe słowa odnośnie poprzedniego wpisu i ponownie zachęcam do wzięcia udziału w akcji - może akurat ktoś z Was ma w domu niepotrzebną pościel i nie ma ochoty bądź nie umie szyć? Wystarczy wysłać materiał na podany adres, tam już się ktoś znajdzie, kto zrobi z tego odpowiedni użytek :) Czasem naprawdę niewiele trzeba, by wywołać uśmiech na twarzy dziecka.

No to przejdźmy dalej. Zaczniemy oczywiście od zakupów ;) Wczoraj przechodziłam obok księgarni, którą niestety likwidują :( 50-cioprocentowa przecena na cały asortyment skusiła mnie do zajrzenia, spóźniłam się jednak, bo książki już dość przebrane były. Znalazłam tylko dwie pozycje, które wzbudziły moje zainteresowanie:


Jedna, "Uliczka aniołów", do poczytania wieczorkiem dla relaksu, druga - no cóż, tytuł chyba mówi sam za siebie ;) Wychowując trójkę dzieci właściwie samemu, nie raz odczuwam momenty, w których mam ochotę wyjść z siebie i nie wracać...  Do książek dostałam komplecik zakładek na każdą porę roku :) W sumie całkiem sporo już mi się ich zebrało, właściwie to powinnam napisać, że mam ich całą kolekcję. Nawet takie, które przyjechały do mnie z egzotycznych krajów. No ale ja nie o tym miałam ....

Kolejnym miłym zdarzeniem było odebranie listu z promocji DMC - dostałam schemat na ślicznego elfa i katalog na bieżący rok. Muszę przyznać, że robi wrażenie choćby samą wagą ;)


Widziałam co prawda już zawartość katalogu w formie "wirtualnej" na stronie firmy, ale jednak przyjemniejsze jest wertowanie kartek :) Kilka wzorów już mi wpadło w oko, niestety, na razie muszę zająć się wszystkimi UFOkami :(

Przy okazji szycia poszewek na jaśki, znalazłam w swoich przepastnych szufladach jedną poszewkę na poduszkę, której nigdy nie używałam, bo była za duża, i z której wycięłam kawałek, nie pamiętam już do czego. Reszta niestety była za mała na uszycie jaśka, więc wycięłam z niej serduszka :) Po zszyciu, ozdobieniu kokardką i wypełnieniu watoliną i odrobiną soli do kąpieli otrzymałam taki oto spory stosik pachnących lawendą serduszek :


Idealnie nadają się do włożenia pomiędzy ubrania w szafie :)

Miało być jeszcze hafcikowo. SALowy kociak na marzec jest gotowy, prezentacja zgodnie z regulaminem dopiero w sobotę, natomiast dziś mogę Wam pokazać postępy w pamiątce komunijnej:


Do końca już teraz bliżej niż dalej, mam nadzieję, że wkrótce będę mogła Wam zaprezentować całość :)

Ach, i jeszcze coś. Odpowiadanie na Wasze komentarze bezpośrednio pod nimi strasznie zapychało mi skrzynkę mailową, poza tym przypuszczam, że niewiele osób powracało, aby ewentualnie przeczytać odpowiedź, postanowiłam więc powrócić do wcześniejszej metody, czyli po prostu odpowiadać Wam w kolejnym poście na ewentualne pytania.

To wszystko na dziś, gratuluję tym, którzy dotrwali do końca i miłego, słonecznego dnia Wam życzę :)

poniedziałek, 4 marca 2013

141. Szyjemy jaśki

Jak wspominałam kilka postów wcześniej, uszyłam poszewki na jaśki. Dostałam wiadomość, że dotarły na miejsce, więc bardzo się cieszę. Jaśki szyte w ramach akcji "Uszyj Jasia", powędrowały na Oddział noworodków i wcześniaków w szpitalu w Rybniku.



Niestety, powstały tylko trzy sztuki, na więcej moja kapryśna maszyna się nie dała namówić :/

Materiał zakupiłam w zeszłym roku z myślą o tapicerce wózka Najmłodszego, ale w trakcie prac zmieniła mi się koncepcja i ta tkanina wylądowała w szufladzie. Bardzo zadowolona jestem z faktu, że jednak się na coś przydała :)

A może i u Was w szafie czy szufladzie, głęboko na dnie, leży sobie kolorowy kawałek materiału, który jest Wam zbędny, a na pewno umiliłby chorym dzieciaczkom pobyt w szpitalu??
Gorąco zachęcam do wzięcia udziału w akcji, nawet, jeśli doślecie tylko jedną czy dwie sztuki, z pewnością jakiemuś dziecku będzie o wiele przyjemniej przytulić się do takiej kolorowej podusi zamiast zbyt dużej, zszarzałej poszewki...

Więcej informacji na blogu o tu.


niedziela, 3 marca 2013

140. Urodzinowo - prezentowy wpis

Witam Was wszystkich w tę piękną, słoneczną niedzielę :) Mam nadzieję, że słoneczko przygrzewa u Was równie mocno, jak tutaj.

Wczoraj mój pierworodny obchodził 12ste urodziny. Oczywiście nie obyło się bez własnoręcznych prezentów.  Z tej okazji siostrzyczka wykonała (z niewielką pomocą mamy ;) ) dla niego piękny bukiet wiosennych krokusów z bibuły:


Prezent spodobał się Jubilatowi, mimo, że przecież "w tym wieku to się chłopak kwiatkami nie interesuje" :)

A teraz w kwestii prezentów... dla mnie ;) Otóż wygrałam niespodziankę w candy u Moje Małe Rękodzieło !!! Losowanie przypadło w piątek, tak więc pięknie mi się marzec zaczął hihi. Drogą mailową z panią Iloną ustaliłyśmy, że mieszkamy w sąsiednich dzielnicach (!), więc na odbiór niespodzianki umówiłyśmy się w centrum handlowym. Tym oto sposobem nagroda już na drugi dzień po losowaniu była w moich rękach :


A co zawierała ta śliczna torebka?


Pięknie obszyty notes, a raczej pamiętnik,w kolorach różu i fioletu, i saszetkę cudnie pachnącą tulipankami. Była jeszcze tabliczka czekolady, ale moje szarańcze wciągnęły ją zanim zdążyłam wyjść z centrum handlowego... Ilonko bardzo Ci dziękuję za prezent - w sam raz na Dzień Kobiet ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...