czwartek, 17 lipca 2014

229. Wakacje

Oczywiście jak dla kogo, bo kto ma wolne ten ma... Obiecałam Wam, że będę się pojawiać częściej, a tu guzik z pętelką. W dodatku z odwiedzaniem Waszych blogów też jestem do tyłu, i to ładnych parę tygodni. Wszystko przez wydeptywanie ścieżek od lekarza do lekarza. Ale nie o tym chciałam pisać.

Jak tylko pogoda dopisuje, jeździmy z dziećmi na działkę - usuwanie korzeni rozrośniętej na prawie całej powierzchni paproci zajmuje mi 90% czasu. Gdyby mi ktoś powiedział, że na kawałku trawnika wielkości 50x50 cm wykopię z ziemi cztery wiadra (takie 10litrowe) korzeni i pędów, postukałabym się w czoło... 

Reszta czasu to zbiory :) Co prawda niewielkie, bo większość krzewów owocowych była tak zdziczała, że musiałam je ostro przyciąć, mimo to kilka słoików dżemu z porzeczki już zachomikowałam na zimę ;) Kompot z czereśni, galaretka z agrestu i fasolka szparagowa już stoją dumnie na mojej nowej spiżarce. O spiżarce jeszcze kiedyś Wam opowiem, na razie jeszcze niewykończona, ale już powoli zapełniana :)

Kiedy pada i robi się chłodno, mam dopiero odrobinę czasu na haft. Nic nowego na razie na moim tamborku nie zagościło, uparcie trzymam się planu wykończenia UFOków. Udało mi się dotrzeć do końca kolejnej części karty kolorów, zostały jeszcze dwie a potem już z górki ;) Ach, i Rubens! Wreszcie wytrzepałam go z kurzu i dokończyłam stronę nr 8. Wyhaftowałam też jeden z SALowych koktajli. Na początku lipca udało mi się skończyć Tajemniczy SAL z grupy na Facebooku, większość z Was na pewno już widziała ten haft na blogach innych dziewczyn. 

Zastanawiacie się zapewne, dlaczego tyle piszę, a nic Wam nie pokazuję... Otóż mój wiekowy już komputer ostatnio odmówił całkowicie współpracy z moim aparatem fotograficznym. Zresztą nie tylko z aparatem, szwankuje wiele innych rzeczy. Zanosi się na poważną ( i podejrzewam, że dość kosztowną ) operację przywrócenia go do "życia". Zatem na zdjęcia musicie jeszcze troszkę cierpliwie poczekać. 

Ale żeby nie było, że tak zupełnie nic, znalazłam coś, czego tu nie pokazywałam a zdążyłam jeszcze fotki przenieść do komputera. Najpierw to:


Te z Was, które mają dzieci w wieku szkolnym, zapewne od razu domyślą się, co to jest. Nie wiem, czy tak mają wszyscy, czy tylko moje dzieci, ale na kilka tygodni przed końcem roku zaczynają pisać w nowym zeszycie i zawsze, ale to zawsze na koniec zostaje sterta zeszytów, w których zapisane jest kilka lub kilkanaście stron. A że ja nie lubię papieru marnować, to te kilka kartek ląduje w pudełku z makulaturą, a reszta.. No właśnie, rośnie sobie na takim stosiku. Przydaje się do sporządzania listy zakupów ;) Jak widać, stosik przybrał już spore rozmiary, postanowiłam więc coś z tym zrobić. Oczywiście coś użytecznego. I całkowicie recyklingowego. Tak z kartek, pudełek po mleku modyfikowanym i resztek tapety powstał notes:



Na wewnętrznej stronie okładki jest jeszcze kieszonka na luźne notatki, jak na nowoczesny notes przystało ;) Jedyną nową rzeczą są  kółeczka spinające całość. Oczywiście można je otwierać, dzięki temu po zużyciu kartek mogę łatwo zastąpić je kolejnymi ze stosu.

Jeszcze dwie informacje na koniec tego przydługiego postu.
Pierwsza to taka, że niestety nikt nie zgłosił się w zabawie w łapanie licznika, więc nagroda czeka na kolejnego "myśliwego" , któremu uda się upolować czwórki.
Druga informacja to chwalipięctwo - wygrałam candy u Promyka :) Przesyłka dziś dotarła, a jej zawartość jest zachwycająca, niestety na zdjęcia musicie poczekać, chyba, że Justynka pokaże te skarby na swoim blogu.
Nie przedłużam już i gratuluję tym, którzy nie zasnęli podczas czytania ;) Zmykam pozaglądać choć do części z Was :)

9 komentarzy:

  1. się panienka rozpisała ale przeczytałam od deski do deski...no moje bąble chociaż chodzą do szkoły to z zeszytów nie korzystają ale twoje są recyklingowe i spożyte będą w 100% rewelacyjnie :) A co do wakacji kto ma ten ma....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. No i nie wytrzymałam i już pokazałam!:) Cieszę się,że jesteś zadowolona.:) A twój notatnik jest świetny (jaki słodki ten Kubulek).

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny pomysł na wykorzystanie reszty czystych kartek..
    choć u mnie moja 3 letnia córeczka,wykańcza zeszyty po starczym bracie ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje dzieci wyrosły z zeszytów, ale pamięć mam dobrą i było jak mówisz, też zostawiałam niezapisane, przed unicestwieniem całości :)
    Świetnie spożytkowałaś te karteczki i zapewne na ty nie koniec, bo stosik widzę imponujący. Pędzę do Promyka zobaczyć, co dostałaś :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. zapracowana kobieta z Ciebie,jak już odzyskasz "sprawność" komputerową to pokaż te wszystkie postępy i działeczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, bezkarnie mogę wykorzystywać na wyszywanie także tylko deszczowe dni... mamy ogródek, więc sama rozumiesz... Wakacje mam i co z tego? Ostatnio wróciłam z ogrodu do pokoju po 23 i stwierdziłam, że jestem bardziej zmęczona niż wtedy, kiedy pracuję... ech :( Życzę szybkiej reanimacji sprzętu i czekam na zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję wygranej u Promyka - adresownik cudny :))
    Moje dzieci też tak miały i też zostawiałam niezapisane części zeszytów - przydawały się jako kartki na kartkówki (nie trzeba było wyrywać z zeszytu), jak zeszyt był grubszy to służył jako brudnopis
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na wynik reanimacji :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje:)A notes rewelacyjny..co prawda moje dziecko jeszcze nie w wieku szkolnym, ale po mojej..hmm..edukacji też mam taką stertę:)Co do paprotki, nie wiedziałam, że to takie korzenie ma:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem Ci, notes jest zajebisty :)

    OdpowiedzUsuń

Mam nadzieję, że Ci się podobało. Dziękuję za wspólnie spędzone chwile i zapraszam częściej. Każde Twoje słowo jest dla mnie nagrodą i wyróżnieniem.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...